czwartek, 13 listopada 2014

Jestem smutną, sfrustrowaną grubaską

// // 14 comments
Siedzę w szkolnej ławce. Zaciągam poły swetra na brzuch. Wysuwam koszulkę ze szczeliny utworzonej przez fałdę pod cyckami. Prostuję się nienaturalnie i prężę aby zminimalizować monumentalność wypukłości mojego tułowia.

Zginam się w pół zakładając skarpetki. Przedtem wstrzymuję oddech. Gdy tego nie robię z trudem odpieram płucami nawał tłuszczu aby nabrać powietrza. Udaje mi się wziąć tylko płytki wdech.

Wciskam na biodra spódniczkę. Muszę podciągnąć ją w okolice talii aby być w stanie ją zapiąć. Z trudem obniżam jej stan aby długością sięgała granic przyzwoitości. Jeden oddech i znów jest za wysoko.




Olewam szkołę. Co dzień zamiast choćby posadzić swoją dupę przed pracą domową rozwalam się na fotelu i żrę. Przed oczami migają mi kolejne odcinki seriali. Kolejne teksty na blogach. Kolejne durnowate internetowe zestawienia. Bezmyślnie je przewijam aby zabić czas. Nie trudzę się myśleniem o tym że mogłabym go uśmiercić w bardziej wyrafinowany sposób.

O północy, w końcu uznaję że czas walnąć parodię człowieka jaką się stałam na materac. Udaję się w objęcia Morfeusza, który niedługo nie będzie w stanie otoczyć mojego spasionego cielska rozpiętością swoich ramion.



Czasem w nocy napadają mnie wyrzuty sumienia. Dopiero gdy zamykam oczy, tak naprawdę szeroko się one otwierają. Dostrzegam wtedy ogrom głupoty jaką uprawiam na polu swojego życia.

Karmię się banalnymi marzeniami o znalezieniu miłości. Napada mnie jednak refleksja, że sama nie chciałabym związać się z taką osobą jak ja. Dlaczego ktoś miałby dobrowolnie wyrazić chęć na zadawanie się ze smutną, sfrustrowaną grubaską bezcelowo tułającą się po ziemskim globie?

***

Wiem że wartościowa osoba jest gdzieś we mnie. Uwięziona pod powłoką sadła, lenistwa i zrezygnowania. Wiem, że jeśli ocucę się z tego destrukcyjnego snu będę w stanie ją uwolnić. Wciąż jednak tylko polegam na polu walki i obiecuję sobie, że zrobię to za chwilę.

W życiu nie ma czasu na "za chwilę". Nie można odłożyć boju o siebie na później bez ponoszenia konsekwencji. Albo rezygnujesz z siebie i godzisz się na stanowienie integralnej części przeciętności, albo walczysz i wznosisz się ponad nią.

14 komentarzy:

  1. jeśli mogę się wyrazić - to czy jesteś wartościową osobą, czy nie, nie ma nic wspólnego z Twoją masą ciała. to jest coś więcej, coś ważniejszego niż rozmiar naszych ubrań czy warstwy tłuszczu na brzuchu. jeśli chcesz wyciągnąć na powierzchnię swoją wartościową stronę - nie zastanawiaj się, jaka jesteś. gruba, chuda, wysoka, niska. to nie od tego zależy :) to zależy od tego, jaka jesteś w środku. jak traktujesz siebie, jak traktujesz innych, jakie masz poglądy. zmieniając powolutku swoje nastawienie, zmienisz też swoje ciało. to nie jest łatwa droga i trzeba mieć dużo siły, by oprzeć się sobie, swoim pokusom, pokochać np. jakąś aktywność fizyczną. ale jest to wykonalne, jeśli tylko znajdziesz coś, co Cię motywuje.
    głowa do góry - naprawdę bez pozytywnego myślenia niestety nie da się wiele zrobić, a to dlatego, że szybko się zniechęcisz. zablokuj głos w głowie mówiący, że Ci się nie chce, że nie dasz rady, że jesteś słaba, że za zimno, że nie ma dla kogo. jeśli wyrzucisz wymówki, wtedy dopiero możesz zacząć pracę nad sobą. tak jak sama napisałaś, nie ma czasu na "za chwilę", życie jest zbyt nieprzewidywalne. więc główka do góry, najpierw popracuj nad tym, by pomyśleć o sobie pozytywnie, a potem zacznij te pozytywne myśli przekształcać na czyny :)
    trzymam mocno kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  2. To, że jesteś "gruba" nie oznacza od razu, że bezwartościowa.. Często wmawiamy sobie, że coś się zmieni jak "schudne" albo coś w tym stylu.. To błędne myślenie.. Ja tak próbowalam i co.. nie jestem gruba, ale ciągle bezwartościowa. Zero. Nie ważne co zrobię i tak nic tego nie zmieni..

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana jestem z Tobą wiem co czujesz:* sama ciepie na zaburzenia odżywiania i wiem jak to jest. Często czuję się bezwartościową osobą, której życie toczy się tylko wokół jedzenia. Był taki czas, że schudłam i czułam się wspaniale, nic się nie zwijało, wszystkie ciuchy były za duże, każdy się zachwycał moją figurą... Jednak nie na długo, dopóki znowu nie opętała mnie żarłoczność.. Najgorsze jest to że jedzenie jest lekarstwem na wszystko: smutek, złość, problemy, nudę. Ehh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz jak znajome są słowa Twoje i autorki tego bloga. Zaburzenia odżywiania potrafią zniszczyć życie. Odkąd przytyłam (w sposób opisywany przez Algadię) jestem cieniem samej siebie sprzed 2 lat. Pamiętam czas, w którym schudłam jakieś 12-15 kg i każdy chwalił mnie za moją figurę. Później dopadł mnie efekt jojo który zaowocował dodatkowymi 20 kilogramami. Przez te wcześniejsze komplementy zaczęłam czuć się niemal zobowiązana do posiadania szczupłej sylwetki. Myślałam sobie: "co powiedzą ludzie, gdy zobaczą mnie teraz jako grubaskę, kiedy wcześniej chwalili moją figurę?" Ja wiem, że ktoś powie "olać ich", ale to jest druzgocące.

      Pamiętam, gdy po wakacjach wróciłam do szkoły o jakieś 7 kg cięższa. Rozbawionym spojrzeniom i (niby skrytym, choć i tak słyszałam je dokładnie) komentarzom nie było końca. Myślałam, że klasa maturalna to już trochę dojrzalsi ludzie, ale byłam w wielkim błędzie. To właśnie od tego czasu przestałam ufać ludziom i stałam się mniej otwarta i towarzyska. Uświadomiłam sobie, że ludzie to wredni ch...

      Przepraszam za ten wylewny komentarz, ale musiałam się tym z kimś podzielić. Od paru tygodni walczę o to, by jeść mniej i ćwiczyć i muszę przyznać, że troszeczkę schudłam. Wam życzę tego samego, Ala :)

      Usuń
    2. Skąd ja znam myśl ,,co powiedzą ludzie''.... Ja obecnie jestem w ciąży i ciągle się usprawiedliwiam - to tylko ciążowa zachcianka. Taaa jasne. Obżeram się strasznie, już z 9 kg na plusie a to dopiero połowa:( Płakać mi się chce a nie umiem przestać się objadać:(

      Usuń
  4. Ja mam odwrotnie- mój narzeczony jest otyły (120kg), ja jestem aktywna, biegam, pływam, jeżdżę na desce, mam psa, z którym staram się codziennie wychodzić na trening frisbee czy biegania. On najchętniej śpi (i to sporo, potrafi spać od 23 do 14 dnia nast), gra w jakieś głupie gry, ogląda youtube, ogląda Tv… Przez jakiś czas chodziliśmy wspólnie na spacery, z psem czy ze znajomymi, ale ostatnio dowiedziałam się, że on się męczył, że wcale nie chciał i mogłabym się odwalić, skoro on chce odpoczywać i jeść to będzie to robił, a nie męczył się bo ja tak chcę. Tak męczył, bo z jego wagą wolny spacer powoduje zadyszkę.
    I powiem Ci, że rozumiem, jak on się czuje, jak bardzo jego ciało przeszkadza we wszystkim, o ile ciężej oddycha podczas snu. Przykro mi z tego powodu, ale z drugiej strony ile życia traci przez ten zastój- ja cały czas coś robię, spotykam się z ludżmi, pracuję z psami, biegam, oglądam nowe miejsca, startuję w zawodach, widzę mój świat jako coś wielkiego, kiedy jego świat to łóżko i telewizor.
    Nie wiem czy jego podejście (podejście, styl życia, nie otyłość- on nie chce zrobić czegoś inaczej, dać się namówić) nie przekreśli w końcu naszego związku.
    Zmuś się do czegoś. Wyjdź zamiast jeść. Odezwij się do kogoś, znajdź hobby. Nie zamykaj się tak jak mój TŻ, nawet nie wiesz, ile rzeczy tracisz dzięki temu. Powodzenia i do zobaczenia kiedyś w parku czy na siłowni :)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie ma co się dołować...nie jesteś taka otyła

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ja to bardzo znam...
    Teraz jestem już o krok dalej, bo wiem że moja wartość nie ma nic wspólnego z kilogramami... i wiesz, nie tylko ja to wiem - inni też mogą to bardzo szybko zauważyć. Wystarczy zmienić nastawienie, nie jest to takie trudne jak się wydaje.
    Mnie się udało - trzymam kciuki za Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętaj, że ludzie postrzegają Cię tak jak Ty sama siebie...

      Usuń
  7. miałam tak duży problem...znikło mi 18 kg ale czułam się okropnie w wielu sytuacjach, zawsze miałam okropne nogi, wziełam się za siebie i Ty też dasz radę i osiągniesz cel ! Bądź silna i nie daj się zwariować

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie załamuj się! Do wakacji jeszcze trochę czasu, więc zaczerpnij motywacji i działaj! Porażki nie mogą Cię tak demotywować!
    Zapraszam na mój blog: https://poradnikzywieniowy.wordpress.com/
    Dopiero zaczynam, ale może Ci w czymś pomogę ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja napiszę coś innego :). Dopiero trafiłam na ten blog i jest to pierwsza notka, jaką przeczytałam. Bardzo ładnie piszesz i dobierasz słowa, naprawdę mnie to urzekło :). Czytałam, jak książkę! Pierwszy raz widzę tak ładnie napisany na blogu tekst. Masz talent! Nie dołuj się, tylko pisz dużo. I nie poddawaj się, trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. właśnie media kreują osoby powyżej standardów modelki ,jako złe, brzydkie, nieatarakcyjne, głupie i bezużyteczne. Co ma powiedzieć osoba, która zmaga się z np. tarczycą i przez to grubnie mimo, że nic nie je? Dlaczego ma być krytykowana za swój wygląd, który nie jest jej winą?
    Nie mówię, że otyłość jest dobra. Jest tak samo zła jak anoreksja. Ale to, że ktoś jest jaki jest nie oznacza, że jest gorszy. Ja mam lekkiego zeza, który uwidacznia się jak jestem bardzo nerwowa;p Ale jakoś nauczyłam się z tym żyć.
    Wiem, że fajnie mówi się - zaakceptuj siebie, ale to nie jest łatwe. Ale można też coś zmienić. Jeśli nie potrafisz zmusić się lub nie potrafisz schudnąć - zmień swój styl. Pozdrawiam i życze wytrwałości i pogody ducha!

    ~~ Zapraszam na nowy wpis na BlondBlog.pl :)

    OdpowiedzUsuń
  11. To jak opisujesz jest straszne! jeśli tak to odczuwasz, nie powinnaś, tusza nigdy nie powinna przesłonić osoby, bo jeśli będziesz się zasłaniać i szukać w niej winy, po schudnięciu - ogołocisz taką samą przestrasznoną dziewczynę. Uszy do góry i powodzenia!

    OdpowiedzUsuń