niedziela, 24 sierpnia 2014

Spieprzyłam ten cały cholerny fit lajfstajl

// // 34 comments
Gdyby pozerstwo należało do kanonu moich cech z pewnością mogłabym udać przed Wami, że miała miejsce rzecz odwrotna od tej, która się właściwie stała.
Mogłabym pokazać Wam to jak wytrwałą pracą i wyrzeczeniami udało mi się osiągnąć sukces w kwestii modelowania swojej sylwetki. Mogłabym stworzyć medialną iluzję i płynąć na fali feedback'u wyśpiewującego pochwalne peany w moją stronę. Mogłabym pobawić się w manipulację i pokazać Wam coś takiego:


Oraz podpisać słowami:

Moja ciężka, 4-miesięczna praca przyniosła niesamowite efekty. To prawda, że If you can dream it, you can do it. W końcu z larwy przerodziłam się w motyla i poprawiłam jakość swego życia o milion procent! Rozpiera mnie chęć do dalszego działania! Apetyt rośnie w miarę jedzenia, do mojego ostatniego kęsa zaś jest jeszcze daleko i to dopiero początek mojej przemiany! I Ty uwierz w siebie! Również zasługujesz na szczęście!

Bullshit.

Niestety, lajf is lajf nanananana. Z przykrością muszę Was powiadomić, że to poniżej widnieje prawidłowy obraz mojej zastraszającej metamorfozy.


Dla jeszcze większego fun'u zastrzegam, że lewa fotografia zrobiona jest już i tak po trzech tygodniach kompulsywnego obżarstwa, które zaczęło się 4 kwietnia. Wskazuje to na to, że musiałam wyglądać jeszcze lepiej zanim wszystko poszło się za przeproszeniem jebać z mojej niezaprzeczalnej winy.

Gorliwie i gorąco przeklinam dobę w której popołudniowej porze ubzdurałam sobie, że dzisiejszy dzień będzie dniem obżarstwa, po którym wprowadzę bardziej restrekcyjną dietę. Chciałam skraść dla siebie nieco wolności, chciałam przez moment nie mieć jedzeniowych ograniczeń. Tylko przez jedno pieprzone popołudnie, potem wszystko miało być wzorowe, miało pójść jak z płatka.

Podążając za marzeniami udałam się na zakupy mające podarować mi chwilę rozkoszy i zapomnienia.


Tak jest. Pochłonęłam to wszystko w jeden wieczór. Nie bacząc na ból, ani na mdłości spowodowane przejedzeniem. Przecież to miał być ostatni taki wybryk.

Następnego dnia, gdy efekty uboczne wywołane tak dużą ilością przyswojonego jedzenia przestały mi doskwierać zaczęłam kombinować. Bardzo inteligentnie uznałam, że tamten dzień był dniem słodkim, dziś zaś pora na dzień słony i wtedy już naprawdę będzie po wszystkim. Tak serio serio. Wszystko bardzo skrzętnie sobie wytłumaczyłam.
Po północy wepchnęłam w siebie ostatnią wieczerzę w postaci minipizzy. Bolało. Następnego dnia postanowiłam jednak, iż będę celebrować coś w rodzaju Triduum Paschalnego, co przekłada się na dodatkowy, no już naprawdę ostatni, trzeci dzień. How smart is that?

No ale chwila, ależ no jak to tak?! Przecież wypada dotrwać jednak jeszcze do końca tygodnia i nowy, po nim następujący rozpocząć planowaną perfekcyjną dietą.

Do końca tygodnia, do końca Wielkiej Nocy, do końca miesiąca, do wakacji, aż w końcu DO CZWARTEGO SIERPNIA DO KURWY NĘDZY!!!

Jedzenie przejęło kontrolę nad moim umysłem, nad ciałem, nad życiem, nad wszystkim. W ciągu tych czterech miesięcy wiele razy próbowałam zakończyć to szaleństwo. Najdłużej wytrzymałam 8 dni na surowej diecie, po czym znów rzuciłam się w wir obżarstwa. Stoczyłam się. Odwracałam głowę od lustra. Zaniedbałam się. Przestałam starannie dobierać ubrania i każdego dnia zakrywałam tworzącą się tuszę leginsami i workowatą koszulką. Zaczęłam czuć zwały tłuszczu po bokach talii ocierające się o siebie podczas chodzenia. Nie chcę już wspominać o udach. Stałam się karykaturą samej siebie.

Każdego dnia jadłam tak, jakby ówczesna doba miała być moją ostatnią.

Trzy tygodnie temu wyszłam na prostą. Gdy moje ciało opuścił cukier i ekscytacja wynikająca z jedzenia zauważyłam gwardię efektów ubocznych. Jedyną dobrą rzeczą jaką zostałam obdarowana w wyniku tego incydentu był większy rozmiar biustonosza. Co z tego skoro do płaczu doprowadził mnie widok moich piersi, pokrytych czerwonymi pręgami rozstępów?
Policzki rozdęły się, zanikła talia razem z moją pewnością siebie i chęcią do życia. Zaczęła dobijać mnie myśl, że miałam już tak wiele, a cofnęłam się tak bardzo. Nawet nie cofnęłam. To zbyt pochlebnie powiedziane. Przytyłam niespełna 10 kilogramów. Doprowadziłam siebie do najgorszego stanu w całym moim życiu.

Robię krok w tył, by zrobić dwa do przodu
Mam odwagę, by przyznać się do błędu
Schodzę suchą nogą z pękającego lodu
Bo wiem, że nie warto jest biec bez odwrotu



Więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie serdecznie żałuję i obiecuję poprawę,

Weronika

34 komentarze:

  1. WIĘCEJ TAKICH WPISÓW! Rzeczowo, ostro, prawdziwie.
    Jako, iż znajduję się w podobnej, ba - tej samej sytuacji, utożsamiam się z Tobą prawie w każdym zdaniu. Mam nadzieję, że obie wytrwamy w swoich postanowieniach i będziemy się z własnej głupoty będąc już w ciałach, w jakich być chcemy - jędrnych, bez nadwagi i grama cellulitu. To była dobra nauczka, człowiek uczy się na błędach i wierzę, że już nigdy nie popełnimy tego samego błędu. Jak to mawiają - "Mądry Polak po szkodzie".
    Gorąco Cię pozdrawiam i życzę wytrwałości w postanowieniach,
    Kate S.

    OdpowiedzUsuń
  2. To dobrze, ze umiesz siebie obiektywnie ocenic, ale nie mow tak zle o sobie. jesli zagubisz sama siebie duchowo to nawet super efekt nie bedzie mial sensu, bo to bedzie tylko cialo. Wydmuszka bez najwazniejszego wypelnienia - Ciebie. Bardzo w Ciebie wierze i trzymam kciuki zebys w tym wszystkim nie zatracila siebie i osiagnela wymarzony efekt:) na pewno dasz rade!

    OdpowiedzUsuń
  3. rzygasz??? zacznij, pomoże

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zaliczyłeś/zaliczyłaś bliskie spotkanie głowy ze ścianą? spróbuj, pomoże

      Usuń
    2. spotkanie ze ścianą pomaga w zbiciu sadła z dupska...??? ale masz metode, no no

      Usuń
  4. Jestem w tej samej sytuacji co Ty. Codziennie powtarzając że to ostatni dzień i od jutra się odchudzam, ale waga zamiast iść w dół rośnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. kiedy jeszcze raz będziesz chciała sięgnąć po coś słodkiego, pomyśl sobie, że to właśnie TY decydujesz o tym, jak wyglądasz, TY decydujesz, czy chcesz zjeść batona, czy wolisz odżywiać się zdrowo, to od CIEBIE zależy, czy go kupisz czy nie. a potem odejdź od półki na jakiś czas, przejdź się gdzieś, wyjdź ze sklepu i zastanów się, czy dalej masz na niego ochotę. nie wiem jak Tobie, ale mi zazwyczaj pomagało takie uświadomienie sobie, że to JA decyduję o tym jak wyglądam i jak wygląda moje jedzenie :) życzę Ci wytrwałości i przede wszystkim powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam tak samo obecnie:( Zaniedbałam się. Twoj wpis mnie zmotywował i zaczynam ćwiczyć od dzisiaj. życze ci powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny wpis. Mimo, że jestem w miarę szczupła często opycham się dziadostwem i powtarzam sobie ''jutro detoks, jem warzywka i zero rozpusty''...taaaa.. jasne, prawie nigdy mi to nie wychodzi, może do połowy dnia, a potem mama kupuje pyszne słodki bułeczki... no i co z nimi zrobić?

    Trzymaj się... dasz radę :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Poruszyłaś mnie tym wpisem, seryjnie. Powodzenia i wytrwałości życzę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo przykro czytało mi się ten wpis. Też mam czasami takie dni obżarstwa, więc znam to okropne uczucie. Wtedy mam wrażenie, że czuję narastający tłuszcz, brrrr.
    Z całego serca życzę Ci mnóstwa samozaparcia, silnej woli a przede wszystkim wiary w siebie, bo bez niej ani rusz ;)
    Spójrz na siebie z miłością, a będzie Ci łatwiej wyjść na prostą :) :*

    OdpowiedzUsuń
  10. mam dla Ciebie wpis idealny! kochana jesteś mega życiowa i prawdziwa. A ja tez sie odchudzam od każdego poniedzialku i w sumie tych poniedzialków było już mnóstwo zliczając 4 lata:) zerknij sobie jesli będziesz miała ochotę oczywiście :* i nie przejmuj sie :) możemy założyć grupę wsparcia!! :* http://panimagdalenaa.blogspot.com/2014/08/motywacjacaa-smutna-prawda.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam tak samo.. codziennie zaczynam od jutra.. ja jednak mam to szczęście, ze jestem szczupła z natury i moge jeść ile chce i nie przytyje ALE bardzo ważne jest przedewszystkim ZDROWIE

    OdpowiedzUsuń
  12. he he zabawne, myslalam, ze tylko ja mialam ostatnie dni, a w kolejny to tez cos wmyslilam, no bo przeciez nie zaszkodzi i to bedzie ostatni dzien.
    Rada jest prosta, przebolec pierwsze 2 tygodnie. Napychac sie salatkami, kasza, slodkimi owocami, by nas na slodkie nei bralo i skreslic slone i slodkie z listy. Po 2 tygodniach czesto te slodycze sa za sldokie a sol przesala a nie soli. Tylko, ze te 2 tygodnie nie sa takie latwe.
    10 kg to duzo nie duzo, ja sie przez odchudzanie, ostatnie dni i jojo powiekszylam o 35 kg. Powoli spada ale spada.
    Glowa do gory, bedzie dobrze, daj sobie kopa w tylek i heja doprzodu a ostatnie dni wyrzucic z glowy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ojj przykro, że tak się stało. Może pora na jakąś mnie restrykcyjną dietę?

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobry wpis i jakby nie patrzeć motywujący zapewne dla Ciebie też:) I dasz radę wierzę w Ciebie. Ja w tym momencie jestem w ciąży i również dobijam do wagi jakiej nigdy w życiu nie miałam, ale w moim wypadku to raczej zrozumiałe. Już nie mogę jednak doczekać się chwili kiedy zacznę walkę o powrót do swojej wagi sprzed ciąży. Zastanawiam się jak mi pójdzie i ile mi to zajmie:) Myślę że każdy cel można osiągnąć jeśli się tylko tego mocno chce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za budujące słowa :)
      Ja również wierzę, że uda Ci się wrócić do wyglądu sprzed ciąży po porodzie. Istnieje nawet możliwość, że wypracujesz sobie jeszcze lepszą sylwetkę. Rzeczywiście, każdy cel można zdobyć wytrwałą, ciężką, rzetelną i systematyczną pracą. Możemy osiągnąć wszystko czego pragniemy jeśli odznaczymy się silnym samozaparciem.

      Usuń
    2. Ja rowniez jestem w ciazy i bardzo duzo przytylam...za miesiac porod, a potem trzeba bedzie wziac sie za siebie..

      Usuń
  15. Heey, robię porządki na blogu i chciałam zaktualizować listę osób należących do akcji 'spinam włosy do snu', nie widzę u Cb bannerka, więc mam rozumieć, że zrezygnowałaś? Pozdrawiam, hairoutine.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Głowa do góry :) ja schudłam z 67 na 51 kg ....jestem w szoku że mi tyle spadło i nie wierzyłam, że jest to możliwe a jednak ! trwało to 2-3 lata ale było warto :) uwielbiam komplementy które teraz dostaję <3 hehe raz jednak usłyszałam, że nie mam ''tyłka'' i przez to źle wyglądam (aczkolwiek jakiś tam mam :D). Przychodzi taki moment i słabość, nieodłączny etap chyba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zarzucając szlagierowym powiedzeniem - "raz na wozie, raz pod wozem". Życie pełne jest upadków ale i budujących sukcesów rozpierających nas od środka radością.
      Gratuluję Tobie wielkiej metamorfozy i żywię szacunek za wytrwałość w dążeniu do celu. Pamiętaj, że tyłek zawsze można wyćwiczyć, a Ci ludzie, szukający dziury w całym, od których to słyszysz zapewne nie grzeszą ciałem perfekcyjnym :)

      Usuń
  17. Jeny, mogłabyś napisać książkę o swoich zmaganiach. Piszesz porywająco! Opowiedziałaś o tym tak odważnie, że i ja odważyłam się uśmiechnąć, że ktoś potrafi tak szczerze pisać.
    Kochana, może chcesz za dużo wszystkiego na raz?? Miałam koleżankę, na którą nie działały żadne diety. I zaczęła małymi kroczkami. Wtedy mózg powoli się przyzwyczaja i nie reaguje buntem na szok, który się mu serwuje. Przestań jeść np. jeden rodzaj batonika (jakiś ulubiony, po który często sięgasz). Potem zrezygnuj z ziemniaków, po 2 tygodniach z makaronu, itd... Sama zdecyduj, co chcesz jeść. To samo z ćwiczeniami: rób codziennie 5 przysiadów. Potem 10 dziennie. Sama wyznaczaj granice. Nie musisz się katować dietami i treningami, żeby lepiej wyglądać. Przyzwyczajaj organizm do zdrowego stylu życia. Moja koleżanka tak właśnie zrobiła i jest szczęśliwą kobietą, która schudła w rok 12 kg.
    Życzę dużo siły! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komplement i niesamowicie wartościowy komentarz. W ostatnich tygodniach doszłam właśnie do wniosku, iż gwałtownością niczego nie zdziałam i z dołu w którym się znalazłam muszę wyjść małymi kroczkami. Terapia szokowa powoduje u mnie panikę i natychmiastową chęć powrotu do złych nawyków. Muszę więc tak jak piszesz, systematycznymi, niewielkimi, wydawałoby się nic nie znaczącymi a jednak ważnymi zmianami zmienić swój styl życia. Jestem pewna, że to najlepszy sposób na osiągnięcie sukcesu.
      Dziękuję za cenne rady :)

      Usuń
  18. Podoba mi się to, że opisałaś jak to wygląda naprawdę. Wydaje mi się, że Twoje diety są zbyt restrykcyjne, dlatego tęsknisz za jedzeniem... i rzucasz się w jego wir. Ja trzymam się zasady 10% - każdego dnia 10% moich zjadanych kalorii może być totalnie grzeszna, np. mala paczka chipsów czy batonik. Dzięki temu generalnie jem zdrowo, ale nie czuję się jakoś specjalnie ograniczana...może ta zasada sprawdzi sie też u Ciebie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam szczerze uchwycić sedno sprawy i nie bawić się w naginanie faktów . Cieszę się, że Ci się podoba. Co do diety zaś to rzeczywiście możesz mieć rację, bo każdego ranka w dniu gdy miałam już wrócić na "właściwą drogę" uderzało mnie wrażenie znajdowania się w klatce, przez narzucone sobie ograniczenia. Obecnie właśnie staram się ogólnie jeść zdrowo, lecz zostawiać sobie możliwość małego szaleństwa aby znów nie spanikować i nie rzucić się w obżarstwo. Powracam jednak myślami do tamtych dni pełnych nieograniczonej ilości pysznego jedzenia i czuję lekkie ukłucie w sercu. Myślę że obżarstwo dawało mi nie tylko radość ale również swego rodzaju beztroskę i poczucie bezpieczeństwa. Teraz muszę nauczyć się czerpać te uczucia ze szlachetniejszych aktywności. Powoli i niezbyt gwałtownie staram się zapanować nad swoją dietą i mam nadzieję, że to przedsięwzięcie będzie sukcesywne :)

      Usuń
  19. Jestem pod wrażeniem tego, jak realnie i bez zbędnego myślenia samej sobie oczu udało Ci sie ostatecznie zrozumieć, że nie tedy droga. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, przyznaje bez bicia. Jednak jednocześnie zawsze bardzo czesto słyszałam od innych "ale Ty masz dobrze, taka jestes szczupła..." Tylko ktoś kto tak mówi zazwycZaj ma batonik w ustach. Nie pisze tego, żeby komuś doliczyć, tylko zeby Cię wesprzeć bo rygorystycznym podejściem do samej siebie osiągnęłaś juz raz bardzo duzo i trzymam kciuki, żebyś zrobila to jeszcze raz i tym razem wytrwała. Nie musisz sobie odmawiać tych słodkich i slonych przekąsek, tylko z umiarem ;) Trzymam kciuki ;*

    OdpowiedzUsuń
  20. Życzę powodzenia, uda ci się to zmienić ! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Trzymam kciuki za to, że uda Ci się żyć już zdrowiej. Słodycze to straszna rzecz. Ja też zawsze obiecuję sobie, że już przestaje je jeść, a potem robię "tylko jeden wyjątek", potem następny i następny... Ale jak udało mi się przez jakiś czas je ograniczyć - tylko słodycze - to od razu trochę wagi zeszło mi samo, bez wysiłku.

    OdpowiedzUsuń
  22. Dobry, szczery wpis! Ale dość samobiczowania. Jako doświadczona bulimiczka, zapewniam Cię, że samookładanie się piątkami nie zmotywuje Cię do zmiany. Zazwyczaj objadamy się nie z prostego łakomstwa. Coś to jedzenia ma nam zastąpić. wiem, że to potwornie trudne, ale postaraj się być dla siebie choć trochę bardziej wyrozumiała i ciepła. Ty widzisz fałdki tłuszczu, a ja – patrząc na Twoje fotki – widzę krągłości, miejscami nawet apteczne. ;-) Trzymam kciuki za Twoje zdrowie i szczęście, a nie idealną wagę! Jesteś fajną dziewczyną!

    OdpowiedzUsuń
  23. Dasz radę! Podstawa to jasno zarysowany cel! Też trochę bloguję i ostatnio napisałam post na temat wytrwaniu w postanowieniach noworocznych, więc jak masz ochotę to zapraszam do przeczytania :)
    http://magazyn.modadamska.waw.pl/?p=335

    OdpowiedzUsuń
  24. Fajnie,że ktoś mówi prawdę a nie tylko wstawia zdjęcie kolejnej sałatki zjedzonej między tonami czekolady :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Hejka! Wpadłam tu trochę przypadkiem zaintrygowana Twoim odbiorem "fit lajfstajlu", który jest zbliżony do mojego (nie przepadam za fit-obłędem i nie podobają mi się fit-wyżyłowane dziewczyny). Przeczytałam Twój post, zobaczyłam zdjęcia - masz piękne ciało :) Kolor, "konsystencja", skóra, figura :) Naprawdę!! Wierz w siebie Dziewczyno, a uda Ci się robić wszystko :)

    OdpowiedzUsuń