poniedziałek, 11 listopada 2013

Wyznania udręczonej Włosomaniaczki

// // 21 comments
"Po co ty ludziom piszesz te składy, niech idą do sklepu i sami sobie sprawdzą. Co komu to zmieni, że jemu skład napiszesz? Dla mnie to jest pisanie dla pisania, masło maślane, apogeum!"

Powyższą wypowiedź z ust mojej mamy dane mi było usłyszeć w wakacje 2012 roku kiedy to stawiałam dopiero pierwsze kroki w świecie urodowych blogerek.

To tylko jedna z wielu fantastycznie motywujących do pisania sentencji jakie trafiły do moich uszu przez okres mojej skromnej blogowej kariery. Jeśli mogłabym dać kilka dobrych rad początkującym "pisarkom" to definitywnie najważniejszą z nich byłoby "Nie chwal się rodzinie i znajomym swym urodowym fetyszem i ukrywaj jak najdłużej fakt istnienia Twego własnego miejsca w internecie". Im dłużej utrzymasz w nieświadomości swoje otoczenie, tym dłużej dane Ci będzie cieszyć się spokojem.

Niestety, człowiek uczy się na błędach i gdybym wtedy wiedziała to co teraz, na pewno rozegrałabym wszystko inaczej.

Nie wiem co w lipcu zeszłego roku podkusiło mnie do wysłania odnośników do mojego bloga dwóm moim wtedy tak zwanym przyjaciołom. Na rezultaty tej pochopnej decyzji nie musiałam długo czekać.
Wraz z rozpoczęciem roku szkolnego 2012/2013 zaczęły się życzliwe docinki płynące z ust moich najbliższych kamratów.
Po dodaniu posta wieczorem, mogłam być pewna, że następnego dnia usłyszę na jego temat konstruktywną opinię. Śmiano się z gamy moich włosowych synonimów(czupryn, pukli, pasm), cytowano złośliwie fragmenty wpisów oraz polemizowano nad sensem mojej twórczości w tej tematyce. Doszło nawet do tego, że usłyszałam, iż styl mojego pisania jest niesamowicie infantylny oraz głupi.

Życie nigdy nie rozpieszczało mnie słodkimi słówkami kierowanymi w moją stronę przez ludzi, przez co jestem osobą dość zahartowaną w tej kwestii. Wszystkie wyżej wymienione złośliwości spływały po mnie jak po gęsi i nie brałam ich specjalnie do siebie.

Przełom nastąpił gdy zaczęła wzrastać liczba obserwatorów mojego bloga, a wpisy me komentowało coraz więcej sympatycznych osób. Gdy osiągnęłam już ponad 50 stałych czytelników ludzie, którzy mi dogryzali tracili już nieco pewność siebie i w końcu wszystkie umizgi skonały śmiercią naturalną.

A co jeśli chodzi o zagadnienie złośliwości i życzliwości w rodzinie?

Pierwsze miesiące włosomaniactwa były dla mnie bardzo trudne. Przy każdym myciu głowy dostawałam reprymendę za zużywanie zbyt dużej ilości wody, oraz otrzymywałam obietnicę zgłoszenia się do mnie z kwitem niedopłaty za ową ciecz.
Ponadto besztana byłam za nakładanie zbyt dużej ilości kosmetyków na głowę, branie zbyt obfitej według mojej mamy ilości suplementów oraz używanie kontrowersyjnych mikstur w celu poprawy wyglądu pasm.
Straciłam rachubę jeśli chodzi o wielość razów w których usłyszałam poniższe stwierdzenie:

"Gdyby napisali, że gówno dobrze wpływa na włosy, to też byś sobie nałożyła!"

Na moje szczęście, jeszcze nie napisali.

Jakby tego było mało, według mojej rodzicielki źródłem mego każdego, nawet najmniejszego zdrowotnego problemu zawsze była moja dbałość o włosy. Każdy pryszcz był wynikiem suplementacji, każde przeziębienie spowodowane zbyt długim czasem trzymania odżywki na głowie, a każde potknięcie w nauce tłumaczone zbyt dużą ilością czasu poświęcanego "kudłom".

Przy każdej możliwej okazji słyszałam, że wszystko to co inwestuję w moje "kłaki" nie znajduje żadnego odbicia w wizualnych efektach dotyczących ich wyglądu.

Mama żaliła się wszystkim swoim najbliższym jakie to katusze musi ze mną przechodzić i jaka to jestem zaślepiona pielęgnacją włosów. Sprawiła nawet, że niektórzy ludzie zaczęli traktować mnie z lekkim dystansem i rezerwą dzięki Jej rekomendacjom.

Najśmieszniejsze jest jednak to, że gdy udało mi się w końcu doprowadzić mą czuprynę do ponadprzeciętnego stanu i znajomi mamy zwracali na nią pozytywną uwagę oraz komplementowali przy jej obecności, rozwodziła się nad tym jak to nie ma nic za darmo i że sama dzielnie zapracowałam na tak dobry wygląd moich włosów.

_____________________________________________________________________________________________________

Długo zabierałam się do napisania tego postu i cieszę się, że w końcu dałam upust moim frustracjom dotyczącym zachowania mego otoczenia.
Zdaje mi się, że każda włosomaniaczka była zmuszona kiedykolwiek do zmierzenia się z nieuprzejmościami ludzi lub wyśmianiem przez innych. Wychodzi na to, że to swego rodzaju chrzest w naszej "branży".

Najbardziej interesuje mnie jednak to, jak było u Was. Jeśli dane Wam było doświadczyć przykrości ze względu na Waszą pasję, gorąco zapraszam do podzielenia się swymi doświadczeniami w komentarzu.

Pozdrawiam Was serdecznie :)
Algadia

21 komentarzy:

  1. nie martw się. To chyba u większości jest tak z tymi uwagami. U mnie np. jestą problem nawet jak robię płukankę, bo 'paskudztwo' i jak to w misce, która jest używana też do czegoś innego. Przecież może coś się nie domyć... Trzeba to przeżyć. Ważne żeby pamiętać, że warto dbać o włosy i po prostu zużywać do tego jak najmniej wody, bo wiem, że to może być problem, a najważniejsze nie przejmować się komentarzami:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć kochana :) Generalnie nie komentuję postów, ale po przeczytaniu tego, aż nie mogłam się powstrzymać. Doskonale wiem o czym prawisz z autopsji. Nie wiem jakie masz relacje z mamą, ale pamiętaj, że to jednak Twoja mama, trochę pogdera, trochę pozrzędzi i ponarzeka, ale to jednak Twoja mama, ona Cie nosiła pod sercem 9 miesięcy i kocha Cie jak nikt inny na świecie. Ja sama przechodziłam "okres buntu" jako taki i z biegiem czasu żałuję wielu słów, które na moją mamę powiedziałam. Nikt nie jest idealny, a nowe (w tym wypadku blog o włosach, nietypowe zainteresowania) zazwyczaj budzi zdziwienie, a co za tym idzie w większości ludzie nie wiedzą jak się zachować. To, że mówią, że każdy pryszcz i choroba wywodzi się z przesadnego dbania o włosy wynika jedynie z niewiedzy. Nie martw się, najważniejsze jest to, że w głębi duszy wiesz jak jest i nie powinnaś od nikogo oczekiwać zrozumienia i aprobaty we wszystkim co robisz. My, Twoje czytelniczki, doceniamy Twoją sztukę pisania i szeroką wiedzę i to powinno być najważniejsze. Moją radą dla wszystkich początkujących blogerek jak najbardziej jest nauczenie się dystansu do siebie i do otoczenia. Nie sposób jest dogodzić wszystkim :) Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  3. czesc :) ja tak troche odejde z tematu, mam pytanie apropo Twojego maceratu, który zrobiłaś w kwietniu :) Zużyłaś go? Przyśpieszył porost? Po tych trzech tygodniach stania ile można go trzymać?

    OdpowiedzUsuń
  4. Poprawiłaś mi humor tym postem. ;) Robiac dzisiaj maske do włosow z odzywki bialkowej dla sportowcow po raz "enty" usłyszalam : "Gdyby napisali, że gówno dobrze wpływa na włosy, to też byś sobie nałożyła!" ;D
    Jestem początkującą włosomaniaczką i myślę że z czasem uodpornie sie na takie docinki jak i Ty. :)
    Dziekuję Ci bardzo za tego posta ;* :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam nadzieję, że pomogło Ci napisanie tego posta :)
    Mocno stresująco. Dobrze, że jesteś odporna. Mnie by było przykro i chciałabym, ale nie wiem czy miałabym odwagę, takich ludzi jak Twoi znajomi przycisnąć i wydobyć z nich co dokładnie ich śmieszy. Naiwna ja, liczę zawsze na dyskusję a prawda jest taka, że ludzie z umysłami na poziomie wczesnej podstawówki (nie obrażając przy tym uczniów tejże szkoły) sami nie wiedzą z czego i po co się śmieją.
    Ja udostępniłam link do bloga publicznie. Kilka koleżanek prosi czasem o radę w kwestii włosów. Nikt mi nie docinał nigdy, chociaż faktycznie zainteresowanie nie jest typowe :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej, to smutne, że mama tak bardzo Cię demotywowała:( Współczuję...Moja mama jest typem 'chomika' przez co nie komentuje moich licznych, włosowych zbiorów:) Na początku TŻ trochę naśmiewał się z olejowania i ogólnie mojej włosowej manii, a teraz... sam prosi o olejowanie (olejki na porost włosów:p) i bardziej dba o włosy :) Może spróbuj przekonać też mamę do pielęgnacji, nałóż jej maseczkę/olejek i wtedy zobaczy, że to całe dbanie ma sens :)

    OdpowiedzUsuń
  7. z moich znajomych nikt nie wie o blogu :D ale koleżanki z uczelni zwracają się do mnie ze swoimi włosowymi problemami :D pisałam ostatnio post o innej koleżance i jej poglądzie na temat włosomaniaczek xd

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja szczerze mówiąc swoje urodowe fetysze i miejsce w internecie trzymałam w tajemnicy ponad rok, aż wszyscy znajomi dowiedzieli się nagle zupełnie przez przypadek. Początkowo bardzo to przeżywałam, a teraz przestało mnie to obchodzić. O rachunki za wodę mama też mi głowę suszy, jak na razie żadnego jeszcze mi nie wystawiła :P
    Anomalia

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja mama kilka razy mi powiedziała: Te włosy kiedyś Ci wszystkie wypadną! Dobrze,że jeszcze dają z Tobą radę i się trzymają głowy... Wiedz,że to ich ostatnie dni :D
    Mimo wszystko raczej mówi to żartobliwie i nie ma nic przeciwko :) Doskonale wie,że jakie jest moje zdanie na ten temat i nie próbuje mi tego wybić z głowy ^^

    OdpowiedzUsuń
  10. Och nie przejmuj się :) Opiszę relacje: ja - moja matka - włosomaniactwo..... Niedawno byłam zmuszona na kilka miesięcy powrócić do domu rodzinnego. Po kilku latach poniewierania się po różnych stancjach mogę powiedzieć, że ludzie z którymi mieszkałam nigdy, ale to nigdy nie mieli z moim hobby tak dużego problemu jak rodzicielka. Czasami zdarzało się, że ktoś robił wielkie oczy kiedy biegałam z naolejowanymi włosami czy w reklamówce na głowie, ale ogólnie sensacji nie było. A mamusia? Mamusia ma problem z tym, że: zużywam jej za dużo wody (tjaaaa, myje włosy co 4-5 dni, i tak obniżam średnia krajową częstotliwości mycia kudłów), myję te włosy cały dzień i ona nie może wejść do łazienki (jaaasne... mycie 10 min, wychodzę z turbanem, podeschną, wracam nałożyć olej znowu 10 min, po 2-3 h wracam zmyć olej i nałożyć maseczkę 10 min, wychodzę, mija godzina, zmywam maskę 5 min, podsumowanie: 35 min co 4-5 dni (lub mniej bo nie zawsze nakładam i olej i maskę), powinnam jeszcze wspomnieć o jej wytrwaości w "gnojeniu" mnie przy każdym kolejnym myciu. No nie może się kobieta przyzwyczaić. Co najśmieszniejsze o mojej manii wie np.: ciocia i zaczęła mi się radzić co do kosmetyków i ich składów (nie tylko włosowych), wie znajoma i jej mama i to samo. Moja używa dokładnie tego co jej odradzam.... chyba na złość. Kosmetyki które dostała ode mnie na zeszłoroczną gwiazdkę leża i się kurzą, a ona lata po takie o których otwarcie mówi, że są coś nie takie... ale jej się skóra przywzyczai.... Smutne ale prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czasem dobrze się jest wygadać, a kto inny zrozumie jak nie druga blogerka ;-)? Zachowanie "znajomych" gorsze niż u dzieci w przedszkolu (z całym szacunkiem dla tych maluchów :>).

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja się dziwię, serio - co tym ludziom siedzi w głowie? Mają Ciebie tuż obok, widzą efekty (jeśli chcą) a zamiast poradzić się, lepiej zgnoić, zbesztać, zabić resztki nadziei. Niech upadnie i zgoli te kudły... serio? Nie wiem jak to nazwać - zazdrość, zawiść. Mają jakąś swoją głupią rację i próbują za wszelką cenę nam to wmówić.
    Nie nazwę tego niewiedzą - włosomaniactwo ostatnio jest naprawdę bardzo popularne, ciągle widać efekty pielęgnacji wielu dziewczyn, nie tylko Twoje.
    Inna sprawa - doskonale znam Twoją sytuację, mam niemal to samo - ale już przestałam zwracać na to uwagę. Myślę tylko "zobaczymy" i jej przytakuję. Skwituję ją jednym słowem - hipokryzja. Ja bym wspomniała przy niej i jej znajomych jak bardzo gnoiła Cię za dbanie o siebie. Moja już wiele razy dawała tylko upust swojemu brakowi ambicji, nie mając cienia racji i po prostu przestałam ją brać na serio. Jakby rzeczywiście miała rację, to co innego.
    Znajomi - podaję im bloga. Spotkałam na roku jedną włosomaniaczkę i jedną dziewczynę, którą udało mi się namówić, bo "masz więcej włosów, jak to zrobiłaś". Jedna sprawa mnie irytuje - ludzie typu: "nie mam czasu", "nie chce mi się" - cóż, poświęcać się nie będę. Ale nie pytaj potem, jak doszłam do tego - mówiłam Ci.
    Twój styl jest jak najbardziej w porządku - a wiele zamienników tylko świadczy o jego bogactwie i o Twojemu oczytaniu.

    OdpowiedzUsuń
  13. rozśmieszyłaś mnie tym bardzo :D ile to ja się nasłuchałam :D "włosy Ci od tego wypadną!" :) Na Twoim blogu poczułam się jak w domu, bo kto ma zrozumieć włosomaniaczke, jak nie druga włosomaniaczka ?

    Pozdrawiam i obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  14. O moim blogu nie wie nikt ;-) kiedyś może powiem komuś, nie wiem.
    Za to mam cudowną mamę. Wspiera mnie przy dbaniu, nie wyśmiewa, robi mi zdjecia włosów :)

    OdpowiedzUsuń
  15. masz rację, każda włosomaniaczka musi przejść taki chrzest ;) ja nie piszę bloga, ale moja mama nie mogła nie zauważyć zwiększającej się ilości kosmetyków do włosów, która pod prysznicem wypierała znacznie np. mydła czy żele do ciała. teraz, kiedy tylko jestem na weekend w domu i idę z mamą na zakupy, i wkładam do koszyka coś włosowego, widzę jej spojrzenie i słyszę "tyle tego już masz, po co ci znów ta odżywka, dajże spokój".
    no cóż, trzeba wzruszyć ramionami i przestać się tym przejmować. ważne, że efekty na włosach są :)

    OdpowiedzUsuń
  16. GRATULUJĘ wytrwałości! Ja ostatnimi czasy często żałuję, że nie byłam bardziej krytyczna wobec "mądrości" wpajanych mi przez najbliższych (tak generalnie, nie tylko w aspekcie kosmetycznym). Jeśli Twoje włosy Cię kręcą do dawaj się kręcić dalej, na pewno coś fajnego z tego wyjdzie! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja wypracowałam z mamą kompromis, chociaż trzeba jej przyznać, że nie wściekała sie szczególnie ;) chodziło tylko o kupowanie mniejszej ilości kosmetykow, aktualnie ich liczba zamyka się w 10 i robię wszystko, zeby nie dać rodzinie okazji do narzekania - np. Nie siedzę długo w łazience. Rozumiem jednak, że nie każdy ma takie podejście jak moja rodzina i to bardzo przykre... trzymaj sie ;)
    Pozdrawiam, Ariadna.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie przejmuj się, wiem co czujesz. Niech sobie gadają ile chcą, będą mieć 3 włosy na krzyż a my fantastyczne czupryny i wtedy się okaże komu należą się zgryźliwe komentarze...

    Kinga

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo fajny artykuł. Można coś z niego wynieść. Ja mam ciągle problemy z włosami.

    OdpowiedzUsuń
  20. U mnie było podobnie..dopóki nie zapytałam czy nie lepiej, że zajmuje się włosami niż miałabym np. palić, pić alkohol itp itd ;) Każdy powinien mieć jakieś zainteresowanie, a moje jest takie..gorzej by było gdybym niszczyła włosy ale skoro o nie dbam..to co w tym złego..

    OdpowiedzUsuń
  21. U mnie było dokładnie tak samo jak u Ciebie! Przy czym u mnie to było tematem "do zaczepienia", takim jakby prowokatorem, do większych awantur. Na przykład zaczęło się od "ile ty tego masz, znowu pieniądze wydajesz", kończyło na "to przez twoją chorą obsesję na punkcie kudłów nie zaliczyłaś tego egzaminu" i "jakbyś miała tyle oleju w głowie, co na głowie, to byś widziała efekty w nauce". Teksty o wypadnięciu wszystkich włosów i tego typu rzeczach były na porządku dziennym. Ale w moim przypadku raz się zdarzyło,że mama "przegięła pałę" w innej sprawie i wyniosłam się do chłopaka na tydzień. Gdy wróciłam - koniec docinków, ani słowa! Już tylko widzę krzywe spojrzenie na głowę, kiedy mam koczka ślimaczka, czy mam nałożony olej, czy nie i czy mogę wynieść śmieci (mamy śmietnik poza blokiem) :D Także w moim przypadku "terapia wstrząsowa" przyniosła niespodziewany efekt :D

    OdpowiedzUsuń