piątek, 12 kwietnia 2013

Cztery centymetry hyc o podłogę czyli niespodziewany rezultat piątkowej wizyty u fryzjera

Uwielbiam dźwięk chrzęstu fryzjerskich nożyczek prześlizgujących się po końcówkach moich włosów. Słysząc go ciało me przeszywają dreszcze zaś nadnercza wzmagają produkcję adrenaliny i pracują na wysokich obrotach.
Od wielu miesięcy wytrwale schodziłam z cieniowanych pasm ,które na mojej głowie pozostawiła po sobie asymetryczna fryzurka z mojej burzliwej czuprynianej przeszłości.


Dziś po południu udałam się do fryzjera w celu rutynowego dwu-centymetrowego podcięcia końcówek. Podczas wykonywania żądanego przeze mnie zabiegu Pani Basia ,która zajmuję się moimi włosami od ponad dwóch lat (dokładnie od powyższej fryzury) oznajmiła mi ,że do całkowitego zrównania wszystkich włosów zostały mi 4 centymetry i fajnie byłoby tyle ściąć. Ja zważając na żółwi porost mojej czupryny poczęłam zapierać się rękoma i nogami ,żeby tylko nie stracić tyle cennej długości.

Jednakże po dłuższej chwili zastanowienia i intensywnych rozważań zmieniłam zdanie. Oczywiście musiałam to zrobić w ostatniej chwili wystawiając przy tym cierpliwość fryzjerki na nie małą próbę.
Po chwili obserwowałam kolejną porcję pukli spadającą na salonową posadzkę.
A oto co ujrzałam po wysuszeniu włosów (poprosiłam o wyprostowanie ich na szczotce):



Jestem niemożliwie zadowolona z rezultatów tego nieco radykalniejszego cięcia. Od kilku miesięcy widok moich piórkowatych końcówek w lustrze doprowadzał mnie do białej gorączki. Z misternie układanych fryzur wyłaziły one nieestetycznie i ogólnie mimo braku rozdwojeń nie prezentowały się najlepiej.


Teraz moje włosy odzyskały dawną świeżość ,lekkość w układaniu, ogólne piękno i ostrość końców.


Za nic nie żałuję mojej decyzji. Wręcz niemożliwie cieszę się z jej podjęcia. Mam bowiem świadomość ,iż gdybym tego nie zrobiła to na pewno żałowałabym i zadręczała się tym przez następny miesiąc. Dlatego od dziś gorąco zachęcam wszystkie dziewczyny do tego ,żeby nie roztkliwiały się nad każdym naprawdę maleńkim centymetrem swoich włosów zwłaszcza jeśli posiadają one denerwujące Was ostatki cieniowania z zamierzchłych czasów.

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę wspaniałego weekendu :)
Algadia.
Kontynuuj czytanie

sobota, 6 kwietnia 2013

Ziołowy macerat na pobudzenie porostu włosów

Zainspirowana poniedziałkowym wpisem u Aliny dotyczącym olejków przyśpieszających wzrost pasm i popędzana pragnieniem osiągnięcia długości włosów sięgającej pasa w jak najkrótszym czasie postanowiłam obudzić w sobie zatęchły zmysł zielarza i stworzyć swój własny tytułowy macerat.


Z szafki wydobyłam pierwszy lepszy słoik o pojemności około 400 mililitrów i zaczęłam zasypywać jego dno następującymi zielami w podanej ilości:

  • Łyżka stołowa rozmarynu. 
  • Kilka pokruszonych liści laurowych.
  • Dwie łyżeczki całej gorczycy.
  • Dwie łyżeczki skrzypu.
  • 50 gram kozieradki.
  • Trzy łyżki stołowe pokrzywy.
  •  Łyżka stołowa herbatki ekologicznej (w składzie między innymi łopian)
  • Trzy łyżeczki ziela bylicy bożego drzewka.



Wyżej wymienione specyfiki zalałam dużą szklanką oleju lnianego zmieszaną z dwiema łyżkami stołowymi rycyny. Potrząsnęłam mocno słoikiem i oto co ujrzałam:


Już za trzy tygodnie będę mogła rozpocząć testowanie działania tego osobliwego tworu i sprawdzić czy czas i produkty przeznaczone na jego wykonanie nie zostały wyrzucone w przysłowiowe błoto.

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę dobrej nocy :)
Algadia.
Kontynuuj czytanie

Studniowy ban na zakupy włosowe oraz gigantyczny projekt denko

Jak mogłyście zauważyć w poście prezentującym moją aktualną kolekcję kosmetyków do włosów mój zakupoholizm rozrósł się do wielkich rozmiarów. Teoretycznie mając łazienkę suto zastawioną tyloma produktami powinnam odczuwać spełnienie w duecie z satysfakcją ,zaś po głowie nie powinny mi chodzić myśli o ich pomnożeniu.
W czuprynianej blogsferze jednakże wszem i wobec wiadomo ,iż nie tak działają włosomaniackie umysły. Moja wishlist'a rośnie z każdym dniem a podczas pobytu w drogerii i oglądania hauli blogerek aż świerzbią mnie ręce.
Aby nie doprowadzić własnej osoby do bankructwa i braku możliwości swobodnego poruszania się w łazienkowej przestrzeni postanowiłam wcielić w życie od dnia szóstego kwietnia 2013 roku oficjalny ban na zakupy włosowe i jak widać na zdjęciu stworzyłam już specjalnie do tej akcji przeznaczony kalendarz.


Wychodzi na to ,że swój żywot zakończy on dnia 14 lipca.


Pomyślałam również ,że skoro przez ponad trzy miesiące mam mieć dużą nadwyżkę finansową w związku z akcją to wprowadzę do niej systematyczną zbiórkę pieniędzy ,które po jej zakończeniu przeznaczę oczywiście na wykupienie całego asortymentu z mojej wishlist'y.


Moja stawka to 2 złote dziennie. Taką zbiórkę zaczęłam już kilka tygodni temu i dotychczas w jej ramach udało mi się zebrać kwotę 32 złotych. Niezmiernie wytężając swój kulawy w matematycznej dziedzinie umysł obliczyłam iż ban powinnam zakończyć z kwotą 232 złotych w mojej miniaturowej pocztowej skrzynce.


Kolejnym projektem ,który chcę wdrożyć w ramach akcji jest Denko obejmujące całą moją kuriozalną kolekcję kosmetyków.


Myślicie ,że taki asortyment wystarczy moim włosom na przeżycie 100 dni?

Uważam ,że każdej włosomaniaczce co jakiś czas przyda się taki właśnie ban połączony ze zbiórką pieniędzy. Ja oczyma wyobraźni już widzę swe lipcowe harce i wojaże na stronach z półproduktami oraz Rosyjskimi kosmetkami i aż radość rozpiera mnie na myśl o tym.

Pozdrawiam Was serdecznie :)
Algadia.

PS: Oczywiście kosmetyki litościwie zakupione za pomocą cudzego budżetu lub otrzymane w prezencie się tutaj nie liczą :D
Kontynuuj czytanie

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Stylizacyjne zawirowania czyli co nieco o kobiecej naturze zmienności

Na początku był chaos. Włosy moje bowiem żyły bez żadnej stylizacji po myciu pozostawiane same sobie.


Rezultaty nie należały do wielce zadawalających więc przyszła pora na pierwsze kroki ku ukształtowaniu pasm. Po połowicznym podeschnięciu zawijałam je więc w dwa koczki ślimaki.



Upłynęło kilka tygodni a ja uznałam ,że to znów nie jest to czego oczekuję ,i że wyglądowi moich włosów po takim modelowaniu daleko do odnalezienia ich swoistej Mekki.
Postanowiłam znów zaufać naturze i ponownie się na niej zawiodłam ,a po kilku tygodniach kręciłam pióra na opaskę.



Wkrótce przyszła era CG. Pasma zasmakowały żelu lnianego i miały tą przyjemność jeszcze przez jakiś czas dopóty dopóki nie zaczęło drażnić mnie wieczne sklejenie włosów przy końcach mimo starannego odgniatania głównego bohatera tamtych tygodni.
Zachwycona zdjęciami prostych włosów Anwen po cięciu u Viru czułam wszystkimi zmysłami rozbudzające się we mnie pragnienie dla uzyskania takiej faktury pukli. O żadnym użyciu fryzjerskiego żelazka nie było mowy ,więc potraktowałam pasma modelowaniem na okrągłą szczotkę w towarzystwie suszarki.
Jak można się domyślić ze względu na falowane zapędy moich włosów i stopień koślawości wykonywanego zabiegu końcowy efekt nieco różnił się od zamierzonego. Fakt ten trochę mnie zdemotywował ,ale nie na długo. Następnego ranka okryłam bowiem urok delikatnych fal jakie wytworzyły mi się po zawinięciu włosów na noc w ślimaczego koka.
I tak nosiłam się przez okres kilku myć. Tylko kilku bo wewnątrz nadal paliło mnie niezaspokojone pragnienie prostych pasm. Ani się obejrzałam a do mojego czuprynianego zastępu dołączyła lokówko suszarka od firmy Philips.


Już po pierwszym użyciu pokochałam efekt jaki dawało jej używanie z prostującą nakładką a następnego dnia w zachwycie utwierdziła mnie jedna z koleżanek w czasie manualnego zachwycania się moimi włosami.
Sielanka nie mogła potrwać długo. Gdy tylko przystąpiłam do oglądania "Pamiętników Carrie" dziko zapragnęłam powrotu do pielęgnacji CG. Oczywiście po pierwszym myciu zapał opadł bo loki nie były tak piękne jak te głównej bohaterki (które swoją drogą są tworami gorących narzędzi).
Powrócił również problem sklejonych końcówek.
Postanowiłam odrzucić wszelkie narzędzia i produkty do stylizacji poza własnymi dłońmi ,za których to pomocą po myciu pieczołowicie ugniatałam swoje pasma. Potem dorzuciłam do tego jeszcze plopping ,a gdy laminowanie żelatyną cudownie zdefiniowało mój skręt poczułam ,że sukcesywnie dobijam do bezpiecznej stylizacyjnej przystani.

Pozdrawiam Was serdecznie :)
Algadia.
Kontynuuj czytanie