piątek, 13 lipca 2012

Moja Włosowa Historia

// // 7 comments
Tak jak obiecywałam w poprzednim poście, nie omieszkam teraz przedstawić Wam długiej historii mojej czupryny :)

W okresie wczesnego dzieciństwa moje włosy prezentowały się następująco. Nie stroniły od blasku uzyskiwanego za pomocą dziecięcego szamponu i obnosiły się ciemno brązowym kolorem.



Czasem trochę podrastały i zostawały wtedy "fachowo" podrasowywane przez moją mamę. Dam sobie rękę uciąć że przy swoich eksperymentach posługiwała się pierwszymi lepszymi nożyczkami, które wpadły jej w ręce. Jako że byłam mała ,niezbyt interesowałam się tym co miałam na głowie,dlatego pozwalałam mamie na takie wyskoki :)


Co jakiś czas następowały także radykalne cięcia "dla wygody"


I tak skończyło się wczesne dzieciństwo. Stałam się nastolatką ,ale mimo to wcale nie zaczęłam dbać o swoje włosy. Szampon i pozostawienie włosów samym sobie to była cała moja pielęgnacja. W piątej klasie podstawówki moje włosy prezentowały się następująco:


W połowie szóstej klasy podstawówki popełniłam błąd ,którym było ścięcie grzywki na prosto. Moje włosy zawsze były grube i występowały na mojej głowie w dużej ilości, i takim sposobem fryzjerka wyczarowała mi na głowie wołający o pomstę do nieba hełm.



Na szczęście włosy szybko odrosły i pod koniec roku szkolnego mogłam cieszyć się niehełmiastą czupryną. O dziwo stan moich włosów na tych zdjęciach jest dosyć znośny,o co zawsze było trudno bo moje kłaki mają tendencję do puszenia się,a tutaj wygładzone w miarę i jakośtam się prezentują.



Nadeszły wakacje. Pewnego razu kąpiąc się w morzu z koleżanką,która włosy miała ścięte na prosto do ramion ,zachwyciłam się tym ,jak układają się mokre w śliczne proste strączki. wtedy coś strzeliło mi do głowy i postanowiłam że chcę mieć takie same. Oto skutki :



Nadeszła era gimnazjum. W połowie pierwszej klasy zaczęłam rozmyślać nad powrotem do prostej grzywki. Wymyśliłam sobie,że jeżeli fryzjerka zrobi mi ją cieńszą niż ostatnio to będę wspaniale wyglądać. Niestety. Nie wyglądałam. Zdjęcie z 24 grudnia 2010:


Wiedziałam ,że to nie był dobry wybór. Ae tak to już jest ze mądry człowiek po szkodzie. Słysząc jednak o tym ,że moja mam znalazła świetny zakład fryzjerski. Oddałam się w ręce jego kierowniczki ze słowami "może pani zrobić wszystko,żebym tylko wyglądała dobrze i nie miała już tej okropnej grzywki". Z tego eksperymentu byłam zadowolona. (zdjęcie na drugi dzień po cięciu-w sylwestra)


Nie mogłam się wtedy na siebie napatrzeć. Co pięć minut przeglądałam się w lustrze i przeczesywałam swoje włosy. Niestety ,taka asymetryczna fryzurka miała to do siebie ,że szybko odrastała. Poza tym bez użycia prostownicy i żadnego modelowania moje włosy wyglądały tak:



Mimo wszystko ,postanowiłam jednak odnowić cięcie.


Szybko jednak zatęskniłam za długimi włosami,i rozpoczęłam zapuszczanie. Po kilku miesiącach nie wyglądało to najlepiej-nie ma to jak odrastająca asymetria :D



Trwałam jednak w swoim postanowieniu. A żeby ukryć asymetrie upinałam swoje włosy,między innymi tak:


Z czasem ,nierówność przestała być aż tak widoczna. (listopad 2011-druga klasa gimnazjum)


Tutaj zdjęcie z sylwestra i cudowne uczesanie z opaską w roli głównej. (po podcięciu końcówek)


Później zaczęłam częściej używać częściej niż zwykle prostownicy i lokówki przez siły wyższe :D ,ale zaczęłam poznawać świat włosomaniactwa przez przypadek trafiając na bloga Anwen-http://anwena.blogspot.com/ ,podczas szukania sposobów na farbowanie końcówek włosów. Zakupiłam mój pierwszy suplement (merz spezial) , a także pierwszą maskę- biowax do włosów ciemnych ,oraz olej rycynowy, naftę kosmetyczną i herbatki ze skrzypu i pokrzywy. Ota zdjęcie z tamtego okresu:


Później coraz bardziej zagłębiałam się w nowo poznany świat i doprowadzałam moją mamę do szału ciągłym nakładaniem różnych mazideł na głowę :D



Poniżej zdjęcie z majowej (2012) wycieczki do Paryża. Od kilku tygodni rozmyślałam nad przyciemnieniem moich włosów,po tym jak uznałam że mają one mysi odcień. Chciałam naturalnie ,henną. Gdy w Paryskim Carefour'rze zobaczyłam naturalną hennę w cenie dwóch euro nie zawahałam się i zakupiłam ją. Kolor miał być ciemnym brązem z lekko miedzianymi refleksami. Tutaj jeszcze przed farbowaniem.


Gdy wróciłam do domu i gdy tylko miałam tak zwaną "wolną chatę" -zabrałam się łapczywie do rozrobienia tajemniczej papki. Otrzymałam pomarańczową masę ,jednak kolor ten nie odstraszył mnie bo widziałam na blogu Anwen że Jej czarna henna miała kolor zielony więc uznałam że to nie ma tu zupełnie nic do rzeczy. Rozpoczęłam nakładanie mieszanki na głowę. Oj nie byłam zachwycona "łatwością" rozprowadzania jej na włosach. Zdenerwowana kontynuowałam ,lecz już bez rękawiczek i oczywiście nie przejęłam się tym ,że farba barwiła moje dłonie na pomarańczowo. Gdy już nałożyłam całą papkę na głowę-zadowolona nałożyłam czepek foliowy i podgrzałam jeszcze wszystko suszarką,bo wydawalo mi się że temperatura specyfiku będzie zbyt niska i że farba nie chwyci moich włosów. Po zmyciu papki z włosów po dwóch godzinach okazało się że chwyciła ,i to za bardzo. Nie mogąc uwierzyć własnym oczom w dłoniach miętosiłam ciemne włosy o silnie czerwonawym odcieniu. Chiałam się obudzić ,myślałam że to tylko zły sen. Niestety ,to była najprawdziwsza prawda. W desperacji chwyciłam szampon i zaczęłam nerwowo trzeć nim swoje nowe pióra. Tarłam ,zmywałam ,tarłam ,zmywałam tyle razy ,że aż straciłam rachubę. W końcu poddałam się. Nałożyłam odżywkę, zmyłam ,wytarłam włosy i rozpoczęłam przeżywanie dwudniowego załamania nerwowego. Zrezygnowana, w tamtą piątkową noc poszłam spać. Mama nad ranem wróciła do domu. Słyszałam ją. Jeszcze nie zdążyłam zasnąć. Przyszła pogłaskać "śpiącą mnie" po głowie i jakiez było jej zdziwienie gdy ujrzała moje wściekło czerwono-pomarańczowe włosy. Opowiedziałam Jej wszystko pochlipując. Ona widząc w jakim jestem stanie stłumiła Swą złość ,położyłam się z nią do łóżka jak za dawnych lat i z trudnością zasnęłam kołysana dreszczami płaczu i zdenerwowania. W niedzielę znalazłam w internecie "świetny" sposób na pozbycie się henny z włosów. Polegał on na posmarowaniu ich tłustym kremem i potrzymaniu jakiś czas. Popychana wizją powrotu do swojego jakże strasznego jaki mi się wydawało "mysiego" koloru wysmarowałam głowę i włosy niemal całym pudełkiem bambinowego s.o.s.'u i zadowolona odczekałam do wieczora i poczęłam zmywać krem z włosów. Hmmmm, tak mi się tylko wydawało ,że zmywam. Bo czegoś takiego nie dało się ot tak pozbyć z włosów. Po pięciu myciach i peelingu cukrowym mającym wyplenić z kędziorów bombino dałam za wygraną i opuściłam łazienkę. Nie. włosy nie wysłchły. Obudziłam się rano z grubymi ,tłustymi strąkami. Błagałam mamę o to ,żeby pozwoliła mi zostać w domu ,żebym mogła to zmyć. Ta jednak była nieugięta i oznajmiła mi ,iż muszę wypić to piwo ,,którego sobie naważyłam. Była to godzina 6:00 ,a ja na całe szczęścia miałam wtedy lekcje na 10:35. Gdy tylko mama wyszła do pracy pobiegłam do łazienki i niezliczoną ilość razy katowałam moje włosy szamponami. Słabo to pomagała ,więc za radą mamy poczęłam myć włosy PŁYNEM DO MYCIA NACZYŃ. Tak ,dokładnie tak. Nie przesłyszeliście się. W każdym razie specyfik ten dał sobie radem ze zmyciem kremu. Ubrałam się i przybita pojechałam do szkoły w rozpuszczonych włosach. Chciałam ,żeby ludzie jak najszybciej się do nich przyzwyczaili. Nie obyło się bez zdziwionych  ,czasem nawet zniesmaczonych spojrzeń ani różnych komentarzy. Nawet ludzie na ulicach dziwnie się na mnie patrzyli. Ja jednak dzielnie piłam kolejne litry piwa ,którego sobie naważyłam. Zakupiłam głęboko oczyszczający szampon od Joanny i kolor stopniowo zaczął się wymywać.



Dziesięć dni później:



Teraz ,ponad miesiąc po farbowaniu ,prawie nie ma śladu po mojej ognistej rudości. Byłam u fryzjera na podcięciu końcówek i okazało się że przyczyną puszenia się moich włosów była niewłaściwa pielęgnacja. Mianowicie moje włosy są kręcone. Nie wiedząc o tym często je czesałam i myłam agresywnymi szamponami. Teraz oficjalnie przechodzę na pielęgnację curly girl i liczę na poprawę ich stanu w ciągu najbliższych kilku miesięcy.

7 komentarzy:

  1. Strasznie geste masz te włosy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) A ile ja się od fryzjerek nasłuchałam o ich cudowności w tym kontekście. Mimo wszystko nie chciałam im wierzyć i skupiałam się tylko na ich wadach. Niestety przez to ,że jest ich tak dużo to skłonność do puszenia się w moim przypadku wzrasta. Ale i tak je kocham :D

      PS: Droga Eve. Żebyś Ty widziała moją minę i ekscytację ,po tym jak zobaczyłam ,że to właśnie Ty jesteś pierwszą osobą ,która pozostawiła po Sobie komentarz na moim blogu i to tak pochlebny.Pozdrawiam i dziękuję :)

      Usuń
  2. baaaaaaaaardzo gęste;)
    pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D I również pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Fakt gęste. Z puszeniem poradzisz sobie... powodzenia!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj, mam podobny "problem" co Ty, czyli objętość! Też sie nasłuchałam od fryzjerek: same ochy i achy, ale ja zawsze doszukiwałam się wad i kombinowałam, doprowadzając je do przesuszenia, rozdwojenia i puchu:( teraz je ujażmiam, mam określony plan działania, którego podstawą sa oleje (sprawdz swoją porowatość i ekspetymentuj z olejami) powodzenia:*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale gęste włosy!! Jak ja Ci zazdroszczę! :D piękne

    OdpowiedzUsuń